niedziela, 1 września 2013

Popołudnie w górach

To popołudnie. Popołudnie w górach. Czyste, orzeźwiające powietrze. Malutka chatka. Wnętrze malutkie, właściwie tak jakby w ogóle nie urządzone. Mnóstwo różnych sprzętów, które stoją tu tylko dlatego, że są użyteczne. Niewiele z nich spełnia jakąś inną funkcję. Niewiele tu pustej przestrzeni. Widać, że właścicielom brak tu miejsca. Każdy kawałek ściany jest wykorzystany.
Cudownie jest tu siedzieć na tapczanie, w tym pomieszczeniu jak najbardziej użytecznym i nic nie robić. Siedzieć w pół leżąc, opierając się na futrzanej poduszce, jedynym tu niemal przedmiocie pełniącym głównie funkcje estetyczną i czytać książkę, mając przed twarzą okienko wychodzące na jezioro. Książka pomału gubi swego czytelnika, zamazuje rzędy liter, wzrok pada na okienko, na widok poza nim. Nieświadomie zaczynam liczyć plany. Pierwszy to wzgórze naprzeciwko, po drugiej stronie jeziora. Drugi to drugie wzgórze, a właściwie jakby drugi grzbiet tej samej góry wyłaniający się bezpośrednio za tamtym. Trzeci równolegle i dalej to tafla jeziora, srebrzysta głównie, trochę szara i trochę niebieskawa. Pasmo łąk na następnym wzniesieniu. Pas lasu, ciemny, prawie czarny. I w dali kilka warstw wzniesień, każących się domyślać czegoś jeszcze w dali.

Tamte plany szły w głąb, a teraz zaczynają się te które wychodzą mi naprzeciw i dochodzą, aż do dachu widocznego na skraju okienka. W głębi szaro-niebieskość chmur wykończonych różowo- świetlaną koronką, przez zachodzące w tyle słońce. Potem smuga delikatnego, różowego światła przeciętego białą wstęgą pierzastego obłoczka, przechodząca w biel i potem w błękit kończący się gdzieś z drugiej, niewidocznej strony domku.
popołudnie w górach

popołudnie w górach

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza